Wszystko wokół traci na znaczeniu, gdy twój czas zatrzymuje się w miejscu. Obserwujesz upadek i cierpienie osoby, którą kochasz. Nie wiesz, co możesz zrobić. Jak uratować kogoś na kim ci zależy. Możesz tylko czekać z założonymi rękami…
Kim właśnie w tej chwili tak się czuła.
Nie mogła mu pomóc, patrzyła tylko jak cierpi. Jego ból, było też jej bólem.
Patrzyła jak Brewer, raz po raz podnosi się coraz bardziej zakrwawiony. Miał
małe szanse, żeby wygrać, ale jego przeciwnik też nie był w najlepszym stanie.
Cały we krwi. Crawford dotknęła ręką lustra, jakby czekała, że ktoś tu
podejdzie. Dotknęła ręką ust, po czym przyłożyła go do szyby. Ramirez cały czas
na nią patrzył, ale już nie z szyderczym uśmiechem, tylko ze współczuciem.
Blondynka cichutko szlochała, trzymając ręce na lustrze.
- Kocham cię… - wyszeptała cicho, choć
wiedziała, że w niczym to nie pomoże. Dla niej i Jacka nie było ratunku. Dziewczyna
zdała sobie sprawę, że zaraz umrze. Nagle usłyszała niski wrzask. Zobaczyła jak
z Jacka stopy wystaje jakiś metalowy przedmiot. Chłopak wił się po całym ringu,
a ludzie na trybunach zaczęli panikować. Orczyk chciał do niego podejść, a
Brewer dobrze wiedział, że centralnie naprzeciwko jest wybrzuszenie w belce.
Gdy olbrzym się do niego zbliżył, szybko wykonał kołyskę i uderzył Orczyka z
całej siły. Ten poleciał na belkę i upadł, już się nie podniósł. Kim
momentalnie wstała, właśnie zdarzył się cud! Jack wygrał! Wygrał! I przeżyje!
Blondynka odwróciła się w stronę Ramireza, ale go tam nie było. Nagle poczuła
uścisk na szyi.
- Idziesz ze mną! – przerażona
dziewczyna myślała o tym, jaką śmierć zada jej bandyta. Cały czas myślała o
przyjaciołach, o rodzicach, z którymi się nie pogodziła. Zamknęła oczy i
zaczęła myśleć o tym, co już minęło…
-
Już. – zdezorientowana Kim spojrzała na swoją stopę. Była w gipsie.
-
Dziękuję! – wyszła przed gabinet, a na korytarzu siedział Jack. Spojrzał na
blondynkę śmiesznym wzrokiem, jednak to nie rozśmieszyło dziewczyny. Patrzyła
na niego zimnym wzrokiem, pełnym nienawiści, mimo że jej pomógł.
-
Nawet nie myśl, że po tym, że mnie zaniosłeś do szpitala, to ci wszystko
wybaczę. Uwierz mi, że ja łatwo nie zapominam.
-
Tak, tak. Możesz już skończyć. – znów wrócił ten zimny i pusty Jack. Ten, który
odpowiadał na zaczepliwe teksty Crawford. Chłopak widział, jak dziewczyna kipi
ze złości, co jeszcze bardziej motywowało do działania.
–
Słuchaj Kimberly. Nie obchodzi mnie twój los. Dla mnie mogłaś sobie sama
iść do tego szpitala.
Nie
wiem, czy zauważyłaś, ale w dojo była moja siostra. Chciałem być miły. –
usłyszał warkot dziewczyny. – O odzywa się Kajtek. – Crawford zacisnęła ręce w
pięści. Miała wielką ochotę pobić Jacka.
-
Masz szczęście, że mam nogę w gipsie Brewer. Ugh! Nienawidzę cię! – chłopak
spojrzał obojętnym wzrokiem na dziewczynę. Miał po dziurki jej ciągłego
gadania. To było jak wielki hałas na autostradzie. Po prostu nieprzyjemne dla
uszu.
-
Oh zamknij się Kajtek! – ruszył w stronę wyjścia.
Blondynka mimo iż szła na pewną śmierć,
uśmiechnęła się delikatnie, wspominając stare czasy, gdy jeszcze ona i Jacka
się nienawidzili. Kiedy to uczucie przerodziło się w miłość? Sama tego nie
wiedziała. Każdy krok stawał się jak cierpienie. Delikatne wzniesie, schody.
- Podejdź! – podeszła do okna i
zobaczyła wszystko z góry… Całą masakrę…
Sara stała w gotowości razem z Miltonem
i Julią. W ich organizmach adrenalina buzowała niesamowicie. Mieli tylko jeden
cel: Odbić Kim! Nie ważne jakie będą konsekwencję. Brewer nie mogła patrzeć,
jak torturują jej brata, ale gdy Orczyk się nie podniósł, a Jack zaczął skakać
z radości. To była oznaka jednego. Sara przyłożyła zegarek do ust.
- RUSZAMY! – krzyknęła i wszyscy
wtargnęli do środka. – Nie ruszać się! – krzyknęła wystawiając pistolet przed
siebie. Ludzie wokół zaczęli panikować i uciekać, jednak Brody i Jerry
obstawiali oba wejścia. – Na podłogę! Zostają tylko ludzie Ramireza! Bo inaczej
wszyscy zginiecie! – Julia rzuciła Jackowi czarną podkoszulkę, a Mika podała mu
broń. Przed nimi stało około trzydziestu, może czterdziestu ochroniarzy i pracowników
Jorge’a.
- Gdzie Kim? – Jack nie potrafił się
opanować, a gdy przed szereg wyszedł Carl, było blisko by wystrzelił.
- Kim… to ta blondynka, tak? Jayden ją
ma i zaraz ją weżmie w obroty! – zaśmiał się, a wtedy Jack strzelił mu kulkę
prosto w serce. Carl padł na ziemię, a z jego ust zaczęła lecieć krew. Ludzie
Jorge’a delikatnie cofnęli się do tyłu, co spowodowało kolejny strzał Jacka,
którym powalił wielkiego ochroniarza. Można ująć to tak… zaczęła się rzeź. Banda
Wasabi była jakby w swoim żywiole.
- To jak gra komputerowa! – krzyknął Milton,
zadając cios nożem kolejnemu bandycie. Szło mi bardzo dobrze, wręcz idealnie,
gdyby nie fakt, że nigdy nie było Ramireza. Sara rozejrzała się dookoła i
zobaczyła go. Stał oparty o ścianę, przypatrując się krwawej walce. Czekał na
to, aż ktoś go załatwi. Jakież to żałosne! Dziewczyna po kolei karczowała
ludzi, jakby byli z siana.
- Ramirez! – mężczyzna spojrzał w jej
stronę. Uśmiechał się głupi, jakby zobaczył Stwórcę. Szatynka spojrzała na
niego z ukosa, nigdzie nie było Kim. – Gdzie Kim? – znów tylko uśmiech.
- Nie ma jej… już jest po tamtej stronie!
– zaśmiał się i jego uśmiech rozniósł się po całej hali. Wszyscy przystanęli,
tylko nie Jack. Sam zabił już około dwudziestu.
- Coś jej zrobił? – te słowa zatrzymały
chłopaka. Cały zakrwawiony, z przedziurawioną nogą stał jak słup. Jego oczy zwężyły
się do rozmarów oczu kobry.
- Bierz go Sara! – nim Jorge zdążył się
ruszyć, Sara go zablokowała. Mika i julia przygotowały krzesło i sznur. Brewer
posadziła go na krześle i przywiązały we trzy bardzo mocno. Grace i Milton
załatwili resztę, a Jerry i Brody zastawili wejścia. Dziewczyny ustały nad
Ramirezem, nie zdając sobie sprawy, że tuż za nimi ucieka Melanie. Jednak refleks
Jerry’ego nie pozwolił na ucieczkę córce bandziora.
- Dokąd? – spytał słodkim głosem. Dziewczyna
zaczęła się cofać, lecz tuż za jej plecami stał Brody.
- Nie uciekniesz! Szykuj się! Za wszystko
co zrobiłaś! – Brody przyłożył pistolet do pleców dziewczyny, a Martinez do
czoła. – Na trzy, Jerry!
- Raz… - Jerry zaczął odliczanie, a
Melanie zaczęła się cała pocić. Miał przed sobą wizję piekła i to jak będzie
cierpieć, po tym co zrobiła.
- Dwa… - teraz Brody się odezwał. Razem z
Jerry’m wypawiedzieli ostatni wyraz w życiu Melanie Blue.
- Trzy… - obaj wystrzelili, a Melanie
padł na ziemię, wypłuwając krew z ust. Spokojnie odeszli od zwłok dziewczyny. Prz
krześle na zmianę Sara, Mika, Julia i Grace dawały w twarz ( z pięści )
Ramirezowi.
- Za Jacka! – wrzasnęła Sara.
- Za Jerry’ego! – teraz Mika.
- Za Miltona! – Julia porządnie mu
przywaliła, aż krzesło odleciało, ale Milton stał z nim i je złapał.
- Za Brody’ego! – Grace wrzasnęła, a jej
miejsce już zajęła Sara.
- Za rodziców! – teraz Mika wyjęła
pistolet, jak i pozostałe dziewczyny. Teraz mówiły wolno i delikatnie.
- Za Kim… - wystrzeliły, a Ramirez
zginął z oczami otwartymi, w których nawet po śmierci można było dostrzec ból i
pogardę.
Jack szukał Kim. Nie było jej za lustrem
weneckim, więc postanowił poszukać gdzieś indziej. Niestety nie mógł niczego
znaleźć. Już miał się poddać, gdy usłyszał wrzask… KIM! Ruszył w kierunku, z
którego dochodziły wrzaski. Skakał co trzy schodki, byle jak najszybciej dostać
się do blondynki. Wpadł do pomieszczenia z oknem jak strzała. Jayden właśnie
siedział na Kim i próbował ją rozebrać. Rozzłoszczony Jack zrzucił go z
Crawford i uderzył pięścią.
- Jak miło! Jack przyszedł na pomoc! Szkoda,
że tak późno! – wymierzył w niego pięścią, jednak Jack szybko ją zablokował,
wykręcając rękę Jaydenowi tak mocno, że usłyszał trzask kości. Bandyta wrzasnął,
a Brewer to wykorzystał. Pchnął go z całej siły na szybę, a ten wyleciał z
łoskotem w dół, jakieś dziesięć metrów w dół. Roztrzaskał sobie czaszkę, a
wszyscy na dole spojrzeli na uśmiechniętego Jacka. Ten delikatnie odszedł od
okna i szybko podbiegł do Kim. Wziął ją na ręce i namiętnie pocałował. Dziewczyna
obięta przez chłopaka, uwiesiła ręce na jego szyi i zaczęła bawić się jego
włosami. Ich języki walczyły o dominację, ale tym razem wygrała Kim. Delikatnie
zaczęła przygryzać język chłopaka. Gdy oderwali się od siebie, Kim mocno się do
niego przytuliła.
- Tak za tobą teskniłam! Jack… ja się
bałam…
- Ja też Kimmy, ja też. Nawet nie wiesz,
jak bardzo chciałem cię zobaczyć… Kocham cię!
- Ja ciebie też! – Jack delikatnie
pocałował Kim, gdy do środka wtargnęła reszta.
- KIM! KIM! KIM! – cała paczka podbiegła do dziewczyny. Gdy Jack postawił ją na
ziemi, dziewczyna lekko się zachwiała i prawie upadła.
- Musimy iść do szpitala! – polecił Jack,
wziął dziewczynę na ręce i wyniósł z budynku.
- Mamy dobre wieści! – lekarz uśmiechnął
się miło do dziewczyny. – Nic ci nie jest. Po prostu dziecko miało za dużo
stresu! – znów się uśmiechnął. Jack siedzący obok popatrzył na
dziewczynę z uśmiechem. Tylko ona nie wiedziała o co chodzi w tym stwierdzeniu.
- Czy pan sugeruje, to co myślę? –
spytała przerażona.
- Tak, Kim jesteś w ciąży! Gratuluję! –
powiedział wesoło i wyszedł. Blondynka spojrzała z wyrzutem na Jacka.
- Wiedziałeś?
- Tak! Aiden mi powiedział. – uśmiechnął
się do dziewczyny. – Rozumiesz? Będziesz mamą, a ja tatą. Będziemy rodzicami, a
nasze małe dzieciątko NIGDY nie zazna krzywdy.
- Jack ja…
- Ciii… przejdziemy przez to razem. Na zawsze!
– delikatnie pocałował dziewczynę.
- Na zawsze…
Tak prezentuje się ostatni rozdział tej historii! :D dziękuję, ze byłyście tu ze mną :D Kocham was ♥ nowa historia już niebawem :D jak widzicie zmieniłam szablon :D więc żegnam się z tym opowiadaniem ( jeszcze będzie epilog xd ) i zaczynam nową historię :D Liczę na komentarze. Chce zobaczyć ile osób to czyta :D anonimy też niech komentują, tylko podpiszcie się imieniem albo pseudo :D kocham was ♥
rozdział jest fantastyczny, wspaniały, niesamowity, epicki, najlepszy.... (kilka godzin później) i po prostu go kocham ♥
OdpowiedzUsuńawwww <333 nie ma to jak happy end ! ♥♥♥♥
rzeź była, ale Kick jest ! :D
szkoda, że to koniec, bo opowiadanie szczerze polubiłam i za każdym razem z niecierpliwością czekałam na kolejny rozdział :*
ale nowa historia będzie niesamowita :* wiem, bo widziałam :D hahahahha :Dc
czekam na epilog i jej rozpoczęcie <3
KOCHAM CIĘ, LASKA ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Fantastyczny! I jeszcze Kim w ciąży <3
OdpowiedzUsuńNormalnie rzygam tęczą ♥ ♥ ♥
A jeszcze ta nowa historia...Brzmi kusząco ;)
Kocham Cię i czekam czekam na Ciebie :*
Rozdział jest mega! :D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że już koniec ;c
Zgadłam, że Kim jest w ciąży xD
Ale masakra ( ta rzeź ) ale szczerze to im się należało :D
Ta historia była naprawdę niesamowita i strasznie szkoda że już koniec ale cieszę się że kick forever ♥
Bardzo się cieszę, że bd dalej pisała na tym blogu i nie usuwasz opowiadania bo naprawdę byłoby mi bardzo smutno gdybyś je usunęła.
Czekam na epilog a później nową historię kicka!
Jesteś niesamowita i masz wielki talent!
Kocham cię i czekam na nast historię ♥
omg! <3
OdpowiedzUsuńta przedziurawiona stopa mnie przeraża o.O fuuuuuuuj jak to sb wyobraziłam xd
no ale opowiadanie było mega super koksu wooow <33 szkoda, że to koniec, ale rozumiem.. szkoła :((
będę tęsknić za tym złym Jackiem ;>
kocham cię kotek:** czekam na epilog :**
superowy :D
OdpowiedzUsuńbrak mi słów ta historia była genialna
OdpowiedzUsuńRozdział jest....jest....no....nie da się tego opisać słowami :*
OdpowiedzUsuńTo opowiadanie było boskie, cudne, piękne, śliczne i mogłabym wymieniać jeszcze dłuuuugo :)
Cieszę się, że Jack przeżył i Kim.
Yeeeeey!! Kim jest w ciąży :*
Będę tęsknić a tym opowiadaniem, ale chyba przeczytam to jeszcze raz :)
Już nie mogę się doczekać na epilog, który będzie na bank cudny, no i oczywiście na nowe opowiadanie <3
Już jestem ciekawa co tam wymyśliłaś ;>
Cieszę się, że jest happy end i kick forever i w ogóle to opowiadanie było przepiękne :')
Wiesz o tym, że masz talent ogromniasty? Bo masz i to WIELKI. :D
Love you ♥ Love you♥ Love you!!♥
Czekam na epilog i na nową historię, która na bank bedzie wspaniała ^^ ♥
BOŻE DZIEWCZYNO JAKI TY MASZ TALENT ♥ !
OdpowiedzUsuńTyle EMOCJI i to w OSTATNIM rozdziale *.* !
Melanie nie żyje ! Oł yea ! Ramirez nie żyje ! Oł yea ! Jadyen nie żyje ! 3 razy OŁ YEA :3 !
BŁAGAM CIĘ NA KOLANACH ODDAJ CHOCIAŻ POŁOWĘ SWOJEGO CUDOWNEGO TALENTU *.* !
Sposób w jaki opisałaś walkę no normalnie WOW ♥ !
KIM ZOSTANIE MAMUSIĄ ,A JACK TATUSIEM ,JAK SIĘ CIESZĘ ♥♥♥♥ !
To opowiadanie BYŁO ,JEST i BĘDZIE moim ULUBIONYM :3 !
NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ EPILOGU ,JESTEM PEWNA ,ŻE NAS ZASKOCZYSZ ,TAK JAK ZAWSZE *.* !
KOCHAM CIĘ,KOCHAM CIĘ ,KOCHAM CIĘ ♥♥♥♥
I Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAM NA NOWĄ HISTORIĘ ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥ !
OMG!! PO PROSTU JAK MOŻNA MIEĆ TAKI TALENT?<3 NO JAK?? TOŻ TO PRAWDZIWA ZBRODNIA! POWINNO SIĘ ZA TO ARESZTOWAĆ!! JESTEŚ WSPANIAŁA, CUDOWNA,FANTASTYCZNA, NIESAMOWITA I ŚLICZNA! ROZDZIAŁ WYSZEDŁ CI REWELACYJNIE KOCHANIE!! BOŻE, ILEŻ EMOCJI!! PRZESZŁAŚ SAMĄ SIEBIE! I TAKIE SŁODKIE ZAKOŃCZENIE.! KIM W CIĄŻY! A NA DODATEK TEN NASZ OPIEKUŃCZY JACK!! AŻ SIĘ CHCE POWIEDZIEĆ AWWWWWWW....*.*
OdpowiedzUsuńTA HISTORIA BYŁA NAPRAWDĘ WYJĄTKOWA. A WIESZ DLACZEGO?? BO NAPISAŁAŚ JĄ WŁAŚNIE TY!! JEDNA Z WSPANIAŁYCH I UTALENTOWANYCH BLOGGEREK! EJ! JA TEŻ CHCĘ TAK PISAĆ! PODZIELISZ SIĘ TALENTEM??? <3 PROOSZE!!
ZAWSZE DOBRZE BĘDĘ WSPOMINAĆ TĄ HISTORIĘ! Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAM NA EPILOG ORAZ NOWE OPOWIADANIE, KTÓRE NA 100% BĘDZIE RÓWNIE FANTASTYCZNE, CO TO!! <3
KOCHAM CIĘ!! TWOJA FANKA NUMER ONE,
PATTY!!
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Nawet nie wiesz jakie to PIĘKNE ...
OdpowiedzUsuńTak bardzo się wzruszyłam , tak bardzo się bałam ... to aż dziwne , że nawet tak bardzo utalentowana dziewczyna jak TY potrafiła doprowadzic mnie do takiego stanu ;o ... W połowiem miałam tak bardzo czarne scenariusze , że bałam się dalej czytac ... <3 Masz talent , a tej histori nigdy , ale to NIGDY nie zapomnę <3
Koffam tą historię , a ostatni rozdział jest nieziemski ... normalnie z innej planety <3