Długie godziny treningu i misterne
przygotowany plan. To wszystko albo nic, w porównianiu z całą bandą Ramireza.
Jacka nie przerażała, jednak możliwość walki z całą eskortą. Bał się o Kim, o
tą bezbronną w obecnej sytuacji dziewczynę. Miał żal do siebie, że pozwolił
sobie ulec Melanie i jej przekrętom i zostawił Kim samą. Mimo iż dziewczyna zna
karate, to nigdy go nie używała w własnej obronie. Jack wszedł do domu i udał
się do salonu. Po całej akcji nie było śladu. Przed chwilą był pogrzeb
rodziców. Jako powód ich śmierci podano napad rabunkowy, w którym rzekomo
oberwali. Brewer był wściekły, za to jak potraktowali tą sprawę, ale nie miał
nic do gadania… został jeden dzień… dwadzieścia pięć godzin do walki, od której
zależy jego życie oraz jego bliskich…
W tej chwili, gdy Jack użalał się nad
sobą, Jerry i Mika szukali miejsca, gdzie jest Kim. Przyczaili się przy oknie
gabinetu Jorga i czekali, aż ktoś z nich popełni błąd.
- Jak długo będziemy czekać? – wyszeptał
Jerry.
- Tak dlugo jak będzie trzeba kochanie…
- powiedziała cicho Finkle, delikatnie pocałowała Martineza, cały czas
obserwując gabinet. – Jerry… - nadal szeptali. Jayden i Melanie podeszli
właśnie do ściany, dziewczyna odsunęła obraz i pokazał się zamek na szyfr. –
Notuj! – rozkazała Mika. – 2,5,07,9,7! Masz? – Latynos pokiwał twierdząco
głową. – To data urodzin Melanie! – oboje się zaśmiali.
- Damy radę! – prawie krzyknął Jerry,
ale Mika zatkała mu usta pocałunkiem.
Julia i Milton ukrywali się w sali,
gdzie ma się odbyć walka Jacka i Orczyka. Obserwowali system bezpieczeństwa i
różne niedogodności „w klatce”.
- Po środku ringu jest wybrzuszenie.
Jeżeli na nie nadepniesz, przebija ci stopę! – Krupnick zawzięcie notował każde
słowo swojej dziewczyny. – W trzeciej kolumnie utrzymaującej klatkę w prawo od
prawego narożnika są małe kolce. Drut klatki jest pod niepięciem. A w czwartej
kolumnie od lewego narożnika w prawo jest lekkie wysunęcie. Jak o nie uderzysz,
jesteś trup! Ten facet mnie przeraża! – rudzielec zasłonił Julii usta.
Dziewczyna zdezorientowana spojrzała na swojego chłopaka, ten tylko pokazał
palcem dół. Nagle w pomieszczeniu pojawił się Ramirez i Fox ( trener Jacka ).
- Jesteś pewny, że młody da radę?
- Oczywiście, że nie! Musiałby ćwiczyć
jeszcze jakieś pół roku! Chcecie go zabić? – Jorge uśmiechnął się głupio.
Wiedział, że dla tej małej blondynki da się nawet zabić. Cóż niepotrzebnie, bo
Ramierez planował i tak ją zabić.
- Jasne, że nie. On chce tylko uratować…
Kim Crawford… - zaśmiał się. Julię i Miltona przeszedł dreszcz, gdy tak robił.
W jego śmiechu było coś straszne i mrocznego.
- Porwałeś dziewczynę Jacka?
- Byłą! Teraz jego dziewczyną jest moja
córka! – Aiden zgromił go wzrokiem. Miał dość tego kolesia. Za każdym razem,
gdy szkolił jakieś młodego amatora, musiał przyjść i mu grozić ( amatorowi ).
Dzieciak nie miał wyjścia i robił to, co chciał Ramirez. Potem za każdym razem
Jorge porywał jakąś ważną osobę w życiu jakiegoś chłopaka i kazał mu walczyć z
jakimś wielkim przeciwnikiem. Wtedy każdy ginął, razem przez tego bandytę
zginęło około dwudziestu młodych chłopaków.
- Proszę cię, Jorge! Zostaw tego
chłopaka! Chociaż jego!
- Nie!
- Ale…
- Nie! I nie było rozmowy! Zemsta na
tobie jest słodka! – para na górze spojrzała na siebie niezrozumiale. Aiden
podszedł do Jorge’a i dziwnie na niego spojrzał.
- Nadal się gniewasz? – połozył mu rękę
na ramieniu.
- Zabiłeś mi żonę!
- Nie ja zabiłem, tylko Jacob!
- Ale to ty go szkoliłeś…
- On przecież był szalony. Specjalnie
nie wyskoczyłby na widownie, nie wziąłby twojej żony i nie złamałby jej karka,
a potem nierzuciłby jej o ziemię… - Jorge oddalił się i dodał.
- I tak Jack i ta Kim zginął. Jakby się
dowiedziała co jej jest, to popełniłaby samobójstwo. – zaśmiał się i wyszedł.
Jack słuchał relacji Finkle i Martineza.
Uśmiechał się szeroko, ale gdy usłyszał opowieść Julii i Miltona, mina mu
zrzędła.
- Kim jest chora? – spytał łamiącym się
głosem. Przed oczami stanęła mu blondynka umierająca w męczarniach. Jej śliczne
blond włosy wyblakły, a oczy są zapadnięte do środka, sama skóra i kości, ale
przy jej łóżku czuwa cała banda, a kiedy ona umiera, on sama biegne do łazienki
i podcina sobie żyły.
- Jack! Nie odchodzi cię to, że chcą was
zabić, tylko to, że jest chora?! – chłopak patrzy ślepo na Julię.
- A może nie watro?
- ZAWSZE warto! Jack, ona nie może
umrzeć! Skąd wiesz, że tak jest, a może to podpucha, gdyby ktoś podsłuchiwał? –
nagle do pomieszczenia weszła całująca się para… Grace i … Brody!
- Co onb tu robi? – Grace oderwała się
od chłopaka i popatrzyła na wszystkich. Nie tylko ona i Brody się całowali –
Mika i Jerry też, ale tu chodzi ewidentnie o nich.
- Pracował u Ramireza. Wie o nich
wszystko. Jaką mają broń, pokreślam SŁABSZĄ niż my i ich zmiany. Weźmy go!
- Dobra, ale ma się nie plątać! – Grace
i Brody uśmiechnęli się.
Kolejne godziny to tylko i wyłącznie
przygotowania. Jack zalany potem starał się jak mógł, by być idealnie
przygotowanym. Wszystko albo nic i oto właśnie dziś chodziło. Walka o
przeżycie, o szczęście, o Kim… wszyscy siedzieli w samochodzie, ubrani na
czarno z pistoletem, nożem, kijem bejbolowym za pasem oraz kastetem na palcach.
- Jack… - szepnęła Sara do brata, który
siedział na przednim siedzeniu. Z tyłu siedziała cała reszta opowiadając sobie
jak to zabiją wszystkich. Byli tak głośno, że nie usłyszeli szptu Sary.
- Tak siora?
- Jack, kochasz Kim? – dalej szeptała, a
szatyn wpatrywał się w nią intensywnie. Miał teraz przed oczami Kim, gdy ta
dostała piłką siatkową w głowę, gdy zaniósł ją do pielęgniarki, a potem jak
przez niego płakała. Płakała… to był pierwszy taki przypadek. Jack obiecał
sobie, że też i ostatni.
- Tak, kocham ją. I nie pozwolę jej
zabić. Nie pozwolę…
- Spokojnie! Ale taki entuzjazm
powinnien ci zostać. Jesteśmy! – wszyscy wysiedli z samochodu i ustawili się w
odpowiednich pozycjach, Jack ustał przed samochodem i spojrzał na budynek.
Wsłuchał się w warczący tłum i szukał jakiś znaków Kim. Usłyszał ten krzyk.
- Wypuście mnie! On nie może… Nie może!
JACK!!! NIE JACK!!! – i cisza, jakby ktoś uciszył ją kopniakiem albo
uderzeniem. Ten fakt jeszcze bardziej akręcił chłopaka.w szybkim tempie wszedł
do budynku, a tłum jeszcze bardziej zaczął ryczeć. Był pewien, że słyszy
szloch.
- Nie… Proszę… - szybko ruszył do „garderoby”
i jeszcze ostatnie kilka minut poświęcił trenongowi. Nie dam jej skrzywdzić. Znam wszystkie pułapki i zapadnie. Wiem gdzie
jest Kim. Za tym pierdolonym lustrem weneckim, które ostatnio tu wstawili. Nie
pozwolę jej zabić. Nie po tym, co przeszła prze mnie.
- Jack… już czas. – w pokoju pojawił się
Aiden. Podszedł do chłopaka i poklepał go po plecach. Miał wyrzuty sumienia,
ale wierzył, że chłopak da radę. Przed chwilą dowiedział się, co „dolega” Kim i
wiedział, że jeżeli mu powie to jeszcze bardziej go to podkręci do walki. –
Jack, chce wiedzieć, co dolega Kim? – chłopak pokiwał lekko głową. Fox
przybliżył się do jego ucha i coś mu wyszeptał. Oczy Brewera powiekszyły się do
granic możliwości, jednocześnie zaczął się uśmiechać. Już wiedział, że to, co
powiedział Ramirez ( jemu potem powiedziała Melanie ) to nie była prawda! Kim
wcale nie jest chora!
- Muszę to wygrać! – uśmiech chłopaka
roszerzył się do granic możliwości. Nie
możliwe, ona nie jest na nic chora! Muszę to wybrać!
- A w prawym naróżniku JACK BREWER! –
tłum znów ryknął, a szatyn zaczął iść w stronę ringu. Mógł by przysiąc, że znów
słyszał jak Kim krzyczy. Ale teraz to już nie było ważne musiał ich uratować.
Musiał przeżyć, żeby i ona przeżyła. Spojrzał na lustro, które było centralnie
między trybunami, żeby Kim mogła wszystko widzieć. Uśmiechnął się w tamtą
stronę. Obiecuję Kim! Wygram dla ciebie…
Dla nas…
Kim cały czas krzyczała, gdy patrzyła
jak Jack wychodzi z garderoby zaczęła płakać, rzucać się i krzyczeć. Złapała
się za brzuch i głowę, gdyż zaczęły ją strasznie boleć, jednocześnie z jej oczu
zaczęły lecieć łzy, gdy zobaczyła jak Jack uśmiecha się w jej stronę. Czy ją
widział? Nie, ale wiedział, że tu jest.
- Nie chcesz patrzeć jak umiera, co? –
dziewczyna spojrzała na Ramireza, który z wielkim uśmiechem patrzył na jej
cierpienie. – Jayden niedługo się tobą zajmie, tylko skończy się walka! –
zaśmiał się szyderczo. – Boli? – spytał, gdy zobaczył, że dziewczyna trzyma się
za brzuch głowę – z której leciała jej krew. – Przepraszam, że tak mocno
uderzyłem cię tą rurą, ale nie mogę pozwolić, by cię ktoś usłyszał! –
uśmiechnął się, a Kim spojrzała na ring. Jack już przygotowywał się do
rozpoczęcia. Odgłos gongu.
- Nie! – dziewczyna padła pod lustro, a
z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Gdy szatyn oberwał pierwszy raz, Kim zaczęła
wrzeszczeć.
- I tak mu nie pomożesz… - dziewczyna
zobaczyła jak Brewer pada na klatke centralnie naprzeciwko, a gdy podnosi się z
ziemi ma plecy całe we krwi. – Nie denerwuj się, bo sama sobie szkodzisz… -
szepnął jej do ucha, a ona popatrzyła na niego zdziwiona. Jack po raz kolejny
upadł w to samo miejsce, a jego rany zrobiły się dwa razy grubsze i głębsze.
- JACK!!!! Nie…
I jak podoba się? :D Bo mi nawet :D Postanowiłam nie rozpisywać się o Ramirezie i bardziej skupić się na bandzie Wasabi :D Tak prezentuje się przedostatni rozdział :D Powiem wam, że w ostatnim planuję sporo akcji, ale nwm jak mi to wyjdzie ;) Rozdział dla Emily Moore :D Twój ostatni komentarz mnie wzruszył, naprawdę ;*********
Kochani następny albo w weekend albo w środę ( we wtorek nie, bo w środę mam fizykę xd ) jak myślicie Jack da radę? :D czekam na wasze opinie :D ( Przepraszam, że rzadko komentuję, ale naprawdę nie mam czasu, w kółko nauka :/ dlatego nie oczekuję kilkunastu komentarzy, gdyż wiem jak teraz jest ;) ) Kocham was ♥
Rozdział REWELACYJNY!!! CUDOWNY!!! FANTASTYCZNY!!! Masz WIELKI talent skarbie!!! Już wcześniej komentowałam twoje rozdziały tyle że anonimowo i niestety nie pod każdym rozdziałem za co bardzo przepraszam!!! :) Ale wszystkie przeczytałam kochana są GENIALNE, WSPANIAŁE, REWELACYJNE!!! Jack musi wygrać!!! No MUSI!!! On, Kim jak i cała banda Wasabi muszą wyjść z tego cało!!! Jak to to jest przedostatni rozdział???!!! Tak nie może być!!! NIE ja protestuje!!! Ten blog jest BOSKI tak samo jak TY skarbie!!! Jeśli taka jest twoja decyzja to trudno ja ją uszanuję, ale bardzo, bardzo cię proszę niech będzie HAPPY END!!!! :D Kocham, kocham, kocham i czekam na next!!! :) Zapraszam też do mnie: http://kickinit-my-version.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńjak ty możesz tak wspaniale pisać? <333
OdpowiedzUsuńoddaj talent, proszę ładnie ;33
mam nadzieję na happy end :D a potem chcę TO COŚ NOWE! :D hahhahaha xd taa.. dawaj je tu <33
czekam na nn :**
Kocham cię po prostu <3
i nie chciałabym być w skórze tego idioty, jak z nim skończysz. dasz mu przeżyć, czy raczej nie? :D ahahahahahha xdd
super:**
OdpowiedzUsuńja nie mogę przy tym końcu nie wiedziałam, czy płakać czy żygać, bo nienawidzę widoku krwi, czy ran xd
ogólnie to mega rozdział:**
czekam na nn. :D
Rozdział zarąbisty ;3
OdpowiedzUsuńNormalnie szok *o* Tak myślę iż banda Wasabi dokopie całej bandzie Ramireza :D A ja tak sb myślę, że Kim jest w ciąży :D
Jack im dokopie a jak nie to ja to zrobię :D
Szkoda że to przedostatni rozdział ale mam nadzieję, że bd pisała 2 opowiadanie na tym blogu :*
Z nauką mam podobnie a spr w wtorek, masakra ;x
Nie mogę doczekać się nast rozdziału! Mam nadzieję że nie ostatniego na tym blogu ♥
Boże, jakie to piękne!! <3
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz, jak ja kocham to opowiadanie!!
Ba, wielbię ponad życie! Jesteś THE BEST!! Kocham Cię!
Tylko, proszę cię, zrób happy end! Błagam, niech Jack przeżyje i uratuje Kimi! Bardzo ładnie proosze! ♥♥♥
Pozdrawiam, Patty ♥
My GOD!!
OdpowiedzUsuńJakie to cudne!!
No jak można tak wspaniale pisać?! No jak?!
Mam nadzieję, że Jack nie umrzy tu bo jak tak to szykuj się na wojnę!!
Kocham i czekam na new :**************
Ten rozdział to najcudowniejsza rzecz na świecie !!
OdpowiedzUsuńStrasznie poprawił mi humor, bo właśnie uczyłam się niemieckiego i myślałam, że się załamie od tych całych dem, den itp
A tu takie cudeńsko!! :D
Kochana to jest BOSKIE !!
Aż nie wiem co mam powiedzieć <3
Kocham ten rozdział po prostu !
I to jeszcze dla mnie :***
Dziekuje kochanie ty moje <333333
Mam nadzieję, że Jack przeżyje i wszystko skończy się happy endem!!
Bardzo, bardzo prosze!!! ♥♥♥
Ja tak bardzo, bardzo tego chce !!
Kochana masz wielki talent!!
Nie mogę uwierzyć, że to już przedostatni rozdział !
Normalnie się popłakałam :)
No ale mam nadzieję, że powstanie tu nowe opowiadanie ! xD
Masz OGRONY talent i to jest udowodnione !
Kocham cię i już się nie mogę doczekać nn :3333
OMG
OdpowiedzUsuńwspanialy rozdzial
to co jest w koncu z kim
cekqm na nn
mam nadzieje ze jak najszybciej
ps:prosze dodaj czasem cos na twoich
Innyzh blogah pliss
kockam wszyskie twoje blogi a na innych jucz dawn nie
dodawalas
super
OdpowiedzUsuń