niedziela, 6 października 2013

15. Konfrontacja...

Przedostatni i wprowadzenie do ostatniego rozdziału :D


Długie godziny treningu i misterne przygotowany plan. To wszystko albo nic, w porównianiu z całą bandą Ramireza. Jacka nie przerażała, jednak możliwość walki z całą eskortą. Bał się o Kim, o tą bezbronną w obecnej sytuacji dziewczynę. Miał żal do siebie, że pozwolił sobie ulec Melanie i jej przekrętom i zostawił Kim samą. Mimo iż dziewczyna zna karate, to nigdy go nie używała w własnej obronie. Jack wszedł do domu i udał się do salonu. Po całej akcji nie było śladu. Przed chwilą był pogrzeb rodziców. Jako powód ich śmierci podano napad rabunkowy, w którym rzekomo oberwali. Brewer był wściekły, za to jak potraktowali tą sprawę, ale nie miał nic do gadania… został jeden dzień… dwadzieścia pięć godzin do walki, od której zależy jego życie oraz jego bliskich…
W tej chwili, gdy Jack użalał się nad sobą, Jerry i Mika szukali miejsca, gdzie jest Kim. Przyczaili się przy oknie gabinetu Jorga i czekali, aż ktoś z nich popełni błąd.
- Jak długo będziemy czekać? – wyszeptał Jerry.
- Tak dlugo jak będzie trzeba kochanie… - powiedziała cicho Finkle, delikatnie pocałowała Martineza, cały czas obserwując gabinet. – Jerry… - nadal szeptali. Jayden i Melanie podeszli właśnie do ściany, dziewczyna odsunęła obraz i pokazał się zamek na szyfr. – Notuj! – rozkazała Mika. – 2,5,07,9,7! Masz? – Latynos pokiwał twierdząco głową. – To data urodzin Melanie! – oboje się zaśmiali.
- Damy radę! – prawie krzyknął Jerry, ale Mika zatkała mu usta pocałunkiem.
Julia i Milton ukrywali się w sali, gdzie ma się odbyć walka Jacka i Orczyka. Obserwowali system bezpieczeństwa i różne niedogodności „w klatce”.
- Po środku ringu jest wybrzuszenie. Jeżeli na nie nadepniesz, przebija ci stopę! – Krupnick zawzięcie notował każde słowo swojej dziewczyny. – W trzeciej kolumnie utrzymaującej klatkę w prawo od prawego narożnika są małe kolce. Drut klatki jest pod niepięciem. A w czwartej kolumnie od lewego narożnika w prawo jest lekkie wysunęcie. Jak o nie uderzysz, jesteś trup! Ten facet mnie przeraża! – rudzielec zasłonił Julii usta. Dziewczyna zdezorientowana spojrzała na swojego chłopaka, ten tylko pokazał palcem dół. Nagle w pomieszczeniu pojawił się Ramirez i Fox ( trener Jacka ).
- Jesteś pewny, że młody da radę?
- Oczywiście, że nie! Musiałby ćwiczyć jeszcze jakieś pół roku! Chcecie go zabić? – Jorge uśmiechnął się głupio. Wiedział, że dla tej małej blondynki da się nawet zabić. Cóż niepotrzebnie, bo Ramierez planował i tak ją zabić.
- Jasne, że nie. On chce tylko uratować… Kim Crawford… - zaśmiał się. Julię i Miltona przeszedł dreszcz, gdy tak robił. W jego śmiechu było coś straszne i mrocznego.
- Porwałeś dziewczynę Jacka?
- Byłą! Teraz jego dziewczyną jest moja córka! – Aiden zgromił go wzrokiem. Miał dość tego kolesia. Za każdym razem, gdy szkolił jakieś młodego amatora, musiał przyjść i mu grozić ( amatorowi ). Dzieciak nie miał wyjścia i robił to, co chciał Ramirez. Potem za każdym razem Jorge porywał jakąś ważną osobę w życiu jakiegoś chłopaka i kazał mu walczyć z jakimś wielkim przeciwnikiem. Wtedy każdy ginął, razem przez tego bandytę zginęło około dwudziestu młodych chłopaków.
- Proszę cię, Jorge! Zostaw tego chłopaka! Chociaż jego!
- Nie!
- Ale…
- Nie! I nie było rozmowy! Zemsta na tobie jest słodka! – para na górze spojrzała na siebie niezrozumiale. Aiden podszedł do Jorge’a i dziwnie na niego spojrzał.
- Nadal się gniewasz? – połozył mu rękę na ramieniu.
- Zabiłeś mi żonę!
- Nie ja zabiłem, tylko Jacob!
- Ale to ty go szkoliłeś…
- On przecież był szalony. Specjalnie nie wyskoczyłby na widownie, nie wziąłby twojej żony i nie złamałby jej karka, a potem nierzuciłby jej o ziemię… - Jorge oddalił się i dodał.
- I tak Jack i ta Kim zginął. Jakby się dowiedziała co jej jest, to popełniłaby samobójstwo. – zaśmiał się i wyszedł.

Jack słuchał relacji Finkle i Martineza. Uśmiechał się szeroko, ale gdy usłyszał opowieść Julii i Miltona, mina mu zrzędła.
- Kim jest chora? – spytał łamiącym się głosem. Przed oczami stanęła mu blondynka umierająca w męczarniach. Jej śliczne blond włosy wyblakły, a oczy są zapadnięte do środka, sama skóra i kości, ale przy jej łóżku czuwa cała banda, a kiedy ona umiera, on sama biegne do łazienki i podcina sobie żyły.
- Jack! Nie odchodzi cię to, że chcą was zabić, tylko to, że jest chora?! – chłopak patrzy ślepo na Julię.
- A może nie watro?
- ZAWSZE warto! Jack, ona nie może umrzeć! Skąd wiesz, że tak jest, a może to podpucha, gdyby ktoś podsłuchiwał? – nagle do pomieszczenia weszła całująca się para… Grace i … Brody!
- Co onb tu robi? – Grace oderwała się od chłopaka i popatrzyła na wszystkich. Nie tylko ona i Brody się całowali – Mika i Jerry też, ale tu chodzi ewidentnie o nich.
- Pracował u Ramireza. Wie o nich wszystko. Jaką mają broń, pokreślam SŁABSZĄ niż my i ich zmiany. Weźmy go!
- Dobra, ale ma się nie plątać! – Grace i Brody uśmiechnęli się.

Kolejne godziny to tylko i wyłącznie przygotowania. Jack zalany potem starał się jak mógł, by być idealnie przygotowanym. Wszystko albo nic i oto właśnie dziś chodziło. Walka o przeżycie, o szczęście, o Kim… wszyscy siedzieli w samochodzie, ubrani na czarno z pistoletem, nożem, kijem bejbolowym za pasem oraz kastetem na palcach.
- Jack… - szepnęła Sara do brata, który siedział na przednim siedzeniu. Z tyłu siedziała cała reszta opowiadając sobie jak to zabiją wszystkich. Byli tak głośno, że nie usłyszeli szptu Sary.
- Tak siora?
- Jack, kochasz Kim? – dalej szeptała, a szatyn wpatrywał się w nią intensywnie. Miał teraz przed oczami Kim, gdy ta dostała piłką siatkową w głowę, gdy zaniósł ją do pielęgniarki, a potem jak przez niego płakała. Płakała… to był pierwszy taki przypadek. Jack obiecał sobie, że też i ostatni.
- Tak, kocham ją. I nie pozwolę jej zabić. Nie pozwolę…
- Spokojnie! Ale taki entuzjazm powinnien ci zostać. Jesteśmy! – wszyscy wysiedli z samochodu i ustawili się w odpowiednich pozycjach, Jack ustał przed samochodem i spojrzał na budynek. Wsłuchał się w warczący tłum i szukał jakiś znaków Kim. Usłyszał ten krzyk.
- Wypuście mnie! On nie może… Nie może! JACK!!! NIE JACK!!! – i cisza, jakby ktoś uciszył ją kopniakiem albo uderzeniem. Ten fakt jeszcze bardziej akręcił chłopaka.w szybkim tempie wszedł do budynku, a tłum jeszcze bardziej zaczął ryczeć. Był pewien, że słyszy szloch.
- Nie… Proszę… - szybko ruszył do „garderoby” i jeszcze ostatnie kilka minut poświęcił trenongowi. Nie dam jej skrzywdzić. Znam wszystkie pułapki i zapadnie. Wiem gdzie jest Kim. Za tym pierdolonym lustrem weneckim, które ostatnio tu wstawili. Nie pozwolę jej zabić. Nie po tym, co przeszła prze mnie.
- Jack… już czas. – w pokoju pojawił się Aiden. Podszedł do chłopaka i poklepał go po plecach. Miał wyrzuty sumienia, ale wierzył, że chłopak da radę. Przed chwilą dowiedział się, co „dolega” Kim i wiedział, że jeżeli mu powie to jeszcze bardziej go to podkręci do walki. – Jack, chce wiedzieć, co dolega Kim? – chłopak pokiwał lekko głową. Fox przybliżył się do jego ucha i coś mu wyszeptał. Oczy Brewera powiekszyły się do granic możliwości, jednocześnie zaczął się uśmiechać. Już wiedział, że to, co powiedział Ramirez ( jemu potem powiedziała Melanie ) to nie była prawda! Kim wcale nie jest chora!
- Muszę to wygrać! – uśmiech chłopaka roszerzył się do granic możliwości. Nie możliwe, ona nie jest na nic chora! Muszę to wybrać!
- A w prawym naróżniku JACK BREWER! – tłum znów ryknął, a szatyn zaczął iść w stronę ringu. Mógł by przysiąc, że znów słyszał jak Kim krzyczy. Ale teraz to już nie było ważne musiał ich uratować. Musiał przeżyć, żeby i ona przeżyła. Spojrzał na lustro, które było centralnie między trybunami, żeby Kim mogła wszystko widzieć. Uśmiechnął się w tamtą stronę. Obiecuję Kim! Wygram dla ciebie… Dla nas…

Kim cały czas krzyczała, gdy patrzyła jak Jack wychodzi z garderoby zaczęła płakać, rzucać się i krzyczeć. Złapała się za brzuch i głowę, gdyż zaczęły ją strasznie boleć, jednocześnie z jej oczu zaczęły lecieć łzy, gdy zobaczyła jak Jack uśmiecha się w jej stronę. Czy ją widział? Nie, ale wiedział, że tu jest.
- Nie chcesz patrzeć jak umiera, co? – dziewczyna spojrzała na Ramireza, który z wielkim uśmiechem patrzył na jej cierpienie. – Jayden niedługo się tobą zajmie, tylko skończy się walka! – zaśmiał się szyderczo. – Boli? – spytał, gdy zobaczył, że dziewczyna trzyma się za brzuch głowę – z której leciała jej krew. – Przepraszam, że tak mocno uderzyłem cię tą rurą, ale nie mogę pozwolić, by cię ktoś usłyszał! – uśmiechnął się, a Kim spojrzała na ring. Jack już przygotowywał się do rozpoczęcia. Odgłos gongu.
- Nie! – dziewczyna padła pod lustro, a z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Gdy szatyn oberwał pierwszy raz, Kim zaczęła wrzeszczeć.
- I tak mu nie pomożesz… - dziewczyna zobaczyła jak Brewer pada na klatke centralnie naprzeciwko, a gdy podnosi się z ziemi ma plecy całe we krwi. – Nie denerwuj się, bo sama sobie szkodzisz… - szepnął jej do ucha, a ona popatrzyła na niego zdziwiona. Jack po raz kolejny upadł w to samo miejsce, a jego rany zrobiły się dwa razy grubsze i głębsze.


- JACK!!!! Nie…

I jak podoba się? :D Bo mi nawet :D Postanowiłam nie rozpisywać się o Ramirezie i bardziej skupić się na bandzie Wasabi :D Tak prezentuje się przedostatni rozdział :D Powiem wam, że w ostatnim planuję sporo akcji, ale nwm jak mi to wyjdzie ;) Rozdział dla Emily Moore :D Twój ostatni komentarz mnie wzruszył, naprawdę ;*********
Kochani następny albo w weekend albo w środę ( we wtorek nie, bo w środę mam fizykę xd ) jak myślicie Jack da radę? :D czekam na wasze opinie :D ( Przepraszam, że rzadko komentuję, ale naprawdę nie mam czasu, w kółko nauka :/ dlatego nie oczekuję kilkunastu komentarzy, gdyż wiem jak teraz jest ;) ) Kocham was ♥

9 komentarzy:

  1. Rozdział REWELACYJNY!!! CUDOWNY!!! FANTASTYCZNY!!! Masz WIELKI talent skarbie!!! Już wcześniej komentowałam twoje rozdziały tyle że anonimowo i niestety nie pod każdym rozdziałem za co bardzo przepraszam!!! :) Ale wszystkie przeczytałam kochana są GENIALNE, WSPANIAŁE, REWELACYJNE!!! Jack musi wygrać!!! No MUSI!!! On, Kim jak i cała banda Wasabi muszą wyjść z tego cało!!! Jak to to jest przedostatni rozdział???!!! Tak nie może być!!! NIE ja protestuje!!! Ten blog jest BOSKI tak samo jak TY skarbie!!! Jeśli taka jest twoja decyzja to trudno ja ją uszanuję, ale bardzo, bardzo cię proszę niech będzie HAPPY END!!!! :D Kocham, kocham, kocham i czekam na next!!! :) Zapraszam też do mnie: http://kickinit-my-version.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. jak ty możesz tak wspaniale pisać? <333
    oddaj talent, proszę ładnie ;33
    mam nadzieję na happy end :D a potem chcę TO COŚ NOWE! :D hahhahaha xd taa.. dawaj je tu <33
    czekam na nn :**
    Kocham cię po prostu <3
    i nie chciałabym być w skórze tego idioty, jak z nim skończysz. dasz mu przeżyć, czy raczej nie? :D ahahahahahha xdd

    OdpowiedzUsuń
  3. super:**
    ja nie mogę przy tym końcu nie wiedziałam, czy płakać czy żygać, bo nienawidzę widoku krwi, czy ran xd
    ogólnie to mega rozdział:**
    czekam na nn. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział zarąbisty ;3
    Normalnie szok *o* Tak myślę iż banda Wasabi dokopie całej bandzie Ramireza :D A ja tak sb myślę, że Kim jest w ciąży :D
    Jack im dokopie a jak nie to ja to zrobię :D
    Szkoda że to przedostatni rozdział ale mam nadzieję, że bd pisała 2 opowiadanie na tym blogu :*
    Z nauką mam podobnie a spr w wtorek, masakra ;x
    Nie mogę doczekać się nast rozdziału! Mam nadzieję że nie ostatniego na tym blogu ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, jakie to piękne!! <3
    Nawet nie wiesz, jak ja kocham to opowiadanie!!
    Ba, wielbię ponad życie! Jesteś THE BEST!! Kocham Cię!
    Tylko, proszę cię, zrób happy end! Błagam, niech Jack przeżyje i uratuje Kimi! Bardzo ładnie proosze! ♥♥♥
    Pozdrawiam, Patty ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. My GOD!!
    Jakie to cudne!!
    No jak można tak wspaniale pisać?! No jak?!
    Mam nadzieję, że Jack nie umrzy tu bo jak tak to szykuj się na wojnę!!
    Kocham i czekam na new :**************

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten rozdział to najcudowniejsza rzecz na świecie !!
    Strasznie poprawił mi humor, bo właśnie uczyłam się niemieckiego i myślałam, że się załamie od tych całych dem, den itp
    A tu takie cudeńsko!! :D
    Kochana to jest BOSKIE !!
    Aż nie wiem co mam powiedzieć <3
    Kocham ten rozdział po prostu !
    I to jeszcze dla mnie :***
    Dziekuje kochanie ty moje <333333
    Mam nadzieję, że Jack przeżyje i wszystko skończy się happy endem!!
    Bardzo, bardzo prosze!!! ♥♥♥
    Ja tak bardzo, bardzo tego chce !!
    Kochana masz wielki talent!!
    Nie mogę uwierzyć, że to już przedostatni rozdział !
    Normalnie się popłakałam :)
    No ale mam nadzieję, że powstanie tu nowe opowiadanie ! xD
    Masz OGRONY talent i to jest udowodnione !
    Kocham cię i już się nie mogę doczekać nn :3333

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG
    wspanialy rozdzial
    to co jest w koncu z kim
    cekqm na nn
    mam nadzieje ze jak najszybciej
    ps:prosze dodaj czasem cos na twoich
    Innyzh blogah pliss
    kockam wszyskie twoje blogi a na innych jucz dawn nie
    dodawalas

    OdpowiedzUsuń

Czytasz=Komentuj :D

Obserwatorzy