wtorek, 24 września 2013

14. Adrenalina i zastrzyk wstrząsów...

Dla AleXandry Howard :D Kocham cię ♥ Trochę dłuższy niż zawsze :D

Życie nastolatków nie wygląda kolorowo, a w szczególności, gdy twój ojciec jest alkoholikiem. Wszędzie czujesz odór alkoholu, a matka nie może nic na to poradzić. Grace z czarną torbą na ramieniu weszła z niesmakiem do domu, na drodze było pełno butelek. Jej mama siedziała w kuchni popijając herbatę, a ręce trzęsły jej zanadto. Ojciec leżał na kanapie w małym saloniku, kompletnie zawiany. Dziewczyna podeszła do rodzicielki. Kobieta miała na ciele pełno siniaków, a z wielkiej rany na dłoni leciała jej krew.
- Znów cię pobił? – w oczach Grace zaczęły tworzyć się łzy. Miała dość swojego taty, który zachowywał się jak król tego domu. Jej mama nie odpowiedziała jej na pytanie tylko sama je zadała.
- Córeczko co to za torba?
- Nie ważne! Pobił cię? – nic nie odpowiedziała. – Po co pytam? Przecież widzę! – weszła do salonu i spojrzała na ojca. – Wstawaj! – zero reakcji. – WSTAWAJ TY PIERDOLONY ALKOHOLIKU! – ojciec zerwał się na nogi i zacisnął ręce w pięści.
- Ty głupia dziewucho! Masz czelność mnie budzić? Ty zasrana gówniaro! – zbliżał się w stronę Grace, ta sięgnęła ręką do torby i wyszukała pistolet. – Teraz pożałujesz! – był jakiś metr od niej, gdy dziewczyna wyciągnęła przed siebie broń.
- Tylko mnie dotknij, a cię zastrzelę! – ojciec stanął jak wryty. Skąd jego córka ma pistolet? Dziewczyna patrzyła na ojca z triumfem. – Już nie jesteś taki kozak, co? Jeszcze raz dotkniesz mnie albo mamę to cię zabiję! – uśmiechnęła się do nich sztucznie i poszła do pokoju. Odsunęła portret ich rodziny i otworzyła swój mały sejf, gdzie włożyła wszystkie bronie. Bała się, że gdy schowała je gdzieindziej, ojciec by je znalazł i zabił ją i mamę. Dzień pełen niespodzianek. Załatwiłam tego Jaydena i postawiłam się ojcu! Dobry początek! Z tą myślą położyła się do łóżka…

Jack leżał niespokojnie na łóżku, rodzice pierwszy raz w życiu się kłócili. Nigdy nie był w sytuacji, która stała pod znakiem zapytania. Najpierw Kim, a teraz rodzice kłócą się od dwóch godzin. Przykrył głowę poduszką, jednak to nic nie dało, za to usłyszał trzask szyby i… strzał… strzał! Wyskoczył z łóżka i w ekspresowym tempie ruszył na dół. Ojciec stał pod ścianą, a mama leżała w kałuży krwi. Już chciał tam wejść, gdy ktoś zaciągnął go pod schody.
- Jeżeli tam pójdziemy też zginiemy, Jack… - to Sara szeptała, żeby nikt ich nie usłyszał. Wsłuchiwali się w rozmowę… Carla ( najgroźniejszego pracownika Ramireza ) z ich ojcem.
- Gdzie jest twój syn? – krzyczał.
- Nie ma go! – wtedy słychać było stłumiony krzyk taty i krzyk Carla, żeby zwiewać. Jack i Sara niepewnie wyszli z kryjówki. Mama leżała tak jak przedtem w jeszcze większej kałuży krwi, a ojciec tak jakby siedział oparty o ścianę, tyle, że miał podcięte gardło.
- O boże! To moja wina! – krzyknął chłopak i rzucił się do ciała mamy. Wtedy po raz pierwszy w życiu zaczął płakać. Sara stała jak zaczarowana i wybuchła.
- Po co wtedy poszedłeś na tą salę? Teraz by nic takiego nie było! Mielibyśmy rodziców! – spojrzała na Jacka, który płakał. Siostra nigdy nie widziała go w takim stanie, więc zaczęła rozumieć, że sam żałuje tego, że tam poszedł. – Jack… przepraszam… to nie twoja wina, że tak się stało… ale teraz musimy uciekać. Będą nas szukać, chodźmy do Jerry’ego. Szatyn wstał i wytarł łzy.
- Chodźmy! – oboje przed zbite okno ruszyli do posiadłości Martineza.

- Synku wszystko w porządku? – spytała mama Jerry’ego, gdy wyszedł zza szafy.
- O matko! Jak dobrze, że was nie było! Vienen aquí y querían matarlo usted tiene que huir a España! (Oni tu przyszli i chcieli was zabić. Musicie uciekać do Hiszpanii!) Już pakować się! – rodzina patrzyła na Jerry’ego z niedowierzaniem. Do domu wpadli zmęczeni Jacka i Sara. Zastali zdemolowany dom Martineza.
- Czyli u ciebie też byli!
- I u Miltona. Byli na kolacji, a jak wróci zastali zdemolowany dom! To się wymyka spod kontroli! Jack trzeba to załatwić. – Sara pokiwała twierdząco głową. Był jeden cel, zniszczyć Ramireza! Za wszelką cenę…
- Musimy iść po dziewczyny i idziemy do naszego garażu! – cała trójka ruszała do drzwi.
- Jerry, co tu się dzieje?
- Później mamo! – krzyknął do niej. – Jeżeli wrócę… - powiedział do nosem.
- Wrócimy stary! – pocieszał go Jack, choć w głębi duszy sam miał wielkie wątpliwości…

- Więc co robimy? Czekamy do walki za tydzień czy działamy teraz? – Julia stała nad wszystkimi, motywując ich do działania. Nie wiedzieć czemu, to ona stała się motywatorem wszystkich. Bronie wszystkich leżały na stole i jakby czekały, aby ich użyć.
- Idziemy teraz! – krzyknęli Jerry i Grace. Oboje byli do siebie podobni, jak rodzeństwo.
- Nie! – teraz Mika zabrała głos, jako jedyna myślała trzeźwo, gdy Milton, Jack i Sara byli nieobecni. – Nie możemy narażać Kim! Nie wiemy, gdzie ją trzymają, a za wczesny atak może spowodować tylko, że ZABIJĄ Kim. – specjalnie trochę głośniej powiedziała ten okropny czasownik. Jak na zawołanie to wybudziło Jacka z transu.
- Nie mogę stracić Kim! Już nie mam rodziców… - wszyscy otworzyli szeroko usta. – Tak! Przyszli i najzwyczajniej w świecie ich zabili z zimną krwią. Nie mogę teraz stracić i Kimmy… - powiedział cicho i głośno westchnął.
- Jak słodko! Nazwałeś ją Kimmy! – dziewczyny westchnęły zachwycone, a chłopaki przewrócili oczami. – Więc co robimy? – Julia wróciła do najważniejszej sprawy, którą musieli rozwiązać teraz inaczej mieliby przerąbane.
- Czekamy do walki! W innym wypadku stracimy szansę uratowania Kim i siebie…

Crawford leżała na łóżku głodna i wyczerpana. Nie było dnia ani godziny, żeby nie myślała o tym jak wielki błąd popełniła zadając się z Jaydenem i to, że została z Jackiem. Starała sobie przypomnieć ich wspólne chwile, te dwa czy trzy dni, gdy byli prawdziwą parą. Kiedy jeszcze nie było Melanie… gdy na wychowaniu fizycznym pocałował ją bezczelnie, gdy obok była nauczycielka. Teraz już ani ona ani on nie byli już tymi samymi osobami. Zmienili się… Kim stała się bardziej ufna i mniej niedostępna, co nie wyszło jej na dobre, skrzywiła się, gdy o tym myślała. A Jack… stał się opiekuńczy i słodki… mimo iż ją zostawił, zrobił to dla jej dobra. Dla niej, by była bezpieczna, co się niestety później nie udało, ale tylko dlatego, że po pijanemu pokazali, co tak naprawdę czują. Jak przez mgłę pamiętała, jak powiedział Też cię kocham! Przez te trzy, krótkie słowa na twarzy Crawford pojawił się uśmiech. Kocha mnie! Naprawdę mnie kocha! Choć mówił to pijaku, bo nie mógł utrzymać języka za zębami, jak ja! Jak bardzo się chciała się stąd wydostać. Dwa tygodnie! Siedzi tu już dwa tygodnie i została pobita. Jakby na przypomnienie tych bolesnych kopnięć, blondynkę zaczął boleć brzuch.
- Serio? – spytała, patrząc w górę. – Dlaczego to tak boli? - jakby chciała spytać tych na górze, czym tak bardzo zawiniła. – Dlaczego tak bardzo boli? Dlaczego to uczucie tak boli? – już teraz nie pytała o ból brzucha, pytała o miłość do Jacka. Wszystko zaczynało się komplikować. Do „celi” wszedł Ramirez.
- Witam! Pozwolisz, że posprzątam… - szmatą do podłogi przejechał do małej kałuży krwi, którą wypluła kilkanaście godzin temu Kim. – Dziękuję!

- Są wyniki? – spytała Melanie. Była taka… podniecona. Zaraz miało się okazać czy było prawdą, to co przypuszczali.
- Tak, są.
- Otwieraj tato! – Ramirez otworzył kopertę i przeczytał zawartość. – Moi chemicy są świetni. – zaśmiał się. – Kilka godzin i już są wyniki. – znów zaczął się śmiać.
- Co tam pisze? – spytała zniecierpliwiona Melanie.
- Potwierdzają, to co mówiłaś… - zaczęli się śmiać.


- Teraz muszę na nią uważać. Przecież jest „chora”! – Melanie zaczęła się dziko śmiać, a Ramirez dołączył do niej. Jeszcze tylko sześć dni i dziewięć godzin, a konfrontacja Ramireza i Jacka w końcu się zacznie…

Ten rozdział jest dziwny xd miałam w nim uśmiercić Sarę, ale odpuściłam xd Nie podoba mi się i nwm czemu taki prosty, nudny i bez sensu rozdział zadedykowałam tobie Oluś ;***** Ale musisz to przecierpieć xd Kocham was wszystkich :D UWAGA!!! :D Jeszcze tylko dwa rozdziały i epilog, więc szykujcie się na END :D W epilogu okaże się, kto tak naprawdę to czyta, kto skomentuję będzie moim czytelnikiem ( czyli z 5 osób xd ) kocham was ♥

8 komentarzy:

  1. Aaaaaaaaa!!! Jakie to cudowne !!
    Kocham go!!
    Myślałam, że ten dzień będzie nudny i beznadziejny, ale jednak nie jest!
    A to wszystko dzięki tobie <3
    Co jest Kimmy ?
    Kocham Cię i czekam na następny wspaniały rozdział :33

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział! I w cale nie jest dziwny tylko zajebisty! Jestem bardzo ciekawa czy utatują Kim i co to jest za 'choroba'? Tylko strasznie mi smutno, że jeszcze tylko 2 rozdziały :'( będę płakać. Mam nadzieję, że niedługo dodasz next <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow...
    Ten rozdział to cudo *.*
    Tyle w nim emocji :D
    Szkoda mi rodziców Jack'a i Sary :(
    Już nie mogę się doczekać kolejnego ;)

    PS.: Wybacz, że nie komentuję, ale ostatnio mam całkowity brak czasu :(

    OdpowiedzUsuń
  4. aww! *-*
    to jest świetne, kocham! ♥
    no kotek i to jest talent, a nie, jak ty to okropnie ujęłaś "prosty, nudny i bez sensu" o.O szok, jak TY możesz tak o SOBIE pisać, skoro tyś moim autorytetem! ♥ ♥ ♥ i więcej mi tak nie pisz, bo będzie foch MAXX :** :D
    kocham i czekam na nn:** ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest cudne!! Tyle emocji! OMG! Jak można tak świetnie pisać??
    Dobrze, że jednak nie uśmierciłaś Sary! Szkoda mi Jack'a :( Stracił rodziców! Aż mi się płakać chce! Teraz niech nasz bohater uratuje Kim!! CZekam z niecierpliwością na kolejny! Kiedy dodasz?? Mam nadzieję, że jak najszybciej! :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne!!
    Pisz dalej!!
    PRoszę nie kończ!!
    Jesteś...cie ty i twój blog całym moim światem
    Czekam na nexta!!! :****

    OdpowiedzUsuń
  7. Super rozdział!!!
    Uwielbiam tego bloga ♥
    Jaka choroba Kim?
    Nie mogę doczekać się nast rozdziału :*
    Wielbię xD

    OdpowiedzUsuń
  8. arrrr ;33 ROZDZIAŁ JEST BOSKI <333
    jakbym nie wiedziała, co jej jest to bym chyba nie wytrzymała psychicznie :D o taak.. ja wieem xd hahahahha :D
    dziękuję za dedykację <33
    KOCHAM CIĘ ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń

Czytasz=Komentuj :D

Obserwatorzy